View Colofon
Original text "Very important person" written in SL by Andraž Rožman,
Other translations
Editor

Marta Pustuła

Published in edition #2 2019-2023

Very Important Person

Translated from SL to PL by Joanna Borowy
Written in SL by Andraž Rožman

Znów cały dzień wgapiałem się w błyszczące cyfry nad windą. 8… 7… 6… 5… 4… 3… 2… 1…
      – Dzień dobry, panie Seljak.
      Zawsze go witam, wszak wykonuję swoją pracę profesjonalnie. Odpowiada mi milczeniem, on też jest profesjonalistą. Kiedy mam szczęście, na jego kamiennej twarzy pojawia się zmarszczka. Jeśli ma dobry dzień, unosi prawą brew, jakby chciał mi powiedzieć: „Wiem, że tu jesteś, ale ja działam po dyrektorsku”.
      Ileż to razy mówiłem sobie, że zostawię go w spokoju. Że na ignorowanie odpowiem ignorowaniem. Ale moja mama nauczyła mnie, że wobec ludzi w garniturach i krawatach należy zachowywać się grzecznie. Kiedy była w domu. Zazwyczaj jej nie było. Musiała nas utrzymać, a gdzie indziej można było zarobić na chleb, jak nie w Niemczech. Od tamtej pory uwielbiam pociągi. Wsiąść do pociągu byle jakiego… Kiedy siadam w wagonie, rozprostowuję nogi, splatam palce i wyciągam ręce, a wzrok kieruję za okno… I ciuch-ciuch w stronę Monachium.
      Gdy słyszę skrzypienie pod wagonem, wiem, że jestem na początku drogi i że do jej końca jeszcze daleko. Dobrze, że nasze pociągi są przedpotopowe i przypominają mi o Franciszku Józefie. Kocham historię. Nie lubię zakończeń. Wyobrażam sobie, że opór powstały między kołami pociągu a szynami krzesze iskry. Iskry są we mnie. Czasami tak bardzo, że czuję pełgające we mnie złowrogie płomienie. Może być też gorzej, mogę zostać poparzony, czasami stopień poparzeń jest niższy, czasami wyższy, i wtedy ląduję w szpitalu, a to nie jest miejsce, w którym człowiek mojego pokroju chce być, i nawet ochroniarze Tita nie mogą mnie stamtąd wyciągnąć. Chcę podróżować. Gdziekolwiek, byle nie do białych fartuchów.
      Pan Seljak był dziś szczególnie naburmuszony. Może nie został odpowiednio obsłużony przez podwładną, a może jakiś lobbysta zlecił mu zadanie nie do wykonania, które oczywiście wykona w jakiś obślizgły sposób. Zawsze to robi. Fascynuje mnie powaga jego twarzy, której ostrości dodają wrastające w skórę czarne mieszki zgolonego zarostu. Dzięki precyzyjnie przyciętym włosom, które okalają wypielęgnowaną łysinę, i pogardliwemu spojrzeniu sprawia wrażenie nie tylko surowego człowieka, ale także uosobienia racjonalności, której nic nie umknie. Jego sługusy z pewnością dają się na to nabrać, ale ludzi takich jak ja nie można tak oszukać. My mamy wyjątkowe umiejętności, niemal jasnowidzenia, które pozwalają nam z łatwością przeoczać takich jak nasz dyrcio. Im bardziej surowa jego twarz, tym bardziej bezwzględna jego rzeczywistość. Mówię ci, że są dni, kiedy zaglądam w jego wnętrze, i są dni, kiedy nie mogę przeniknąć jego marmurowej twarzy. I kiedy patrzę w te trzewia, widzę połacie śmierdzącej próchnicy, tylko tu i ówdzie białą wysepkę stokrotek, a pomiędzy nimi kilka lawend. Wiem, że czasem mnie też poniesie, bo nie chcę widzieć mojego dyrcia inaczej niż tak, jak chcę go widzieć. Ale ja nie muszę być dla niego łaskawy.

Tylko po cóż mam ci o nim więcej opowiadać, skoro sam mam zbyt wiele problemów. Ostatnim razem chciałem pochodzić po mieście. Chciałem tylko przejść się z centrum do Špicy, do miejsca, gdzie rzeka zakręca i kieruje się na północ, pozwolić, by przez moje bębenki popłynął śpiew sikorek, by oczy odpoczęły, patrząc w zieloną, leniwą głębię, w której wypatruję raz jedną, raz drugą rybę. Szczupak, głowacica, karp, kleń, ukleja, płoć… Nie rozumiem tego sportu. Stoją na Nabrzeżu Plečnika, zarzucają wędki, czasami czekają cały dzień, aby złapać łuskowate stworzenie, a następnie wypuszczają je z powrotem do wody. Nazywają siebie obrońcami przyrody. Ja mam innych ochroniarzy. Przynajmniej tak mi się wydaje – czasem bardziej, czasem mniej. Ale czasami mam wrażenie, że nie ma nikogo i że jestem sam na świecie.
      Towarzyszyli mi tego dnia, ale ja chciałem pójść tylko do Špicy. Przekonali mnie, że jestem very important person. Oczywiście, że jestem, kto nie jest, każdy człowiek jest bardzo ważny, ale ja w szczególności. Którego jeszcze szaraka pilnuje wywiad? Odbicie księżyca w rzece przekonało mnie, że jestem śledzony z helikoptera, tak właśnie wysyłają sobie sygnały. Przechodząc obok uniwersytetu, przypomniałem sobie mojego ojca. Na tym balkonie wygłosił słynne przemówienie i nie ma podręcznika historii, który nie pisałby o tym, jak groził palcem tym, którzy chcieli obalić Jugosławię.
      Szedłem dalej, nie będąc pewnym, czy jestem Žarko, czy Mišo, czy może jednym z tych bękartów, o których mój ojciec nawet nie wiedział, albo wiedział, ale udawał, że nie wie. Dlaczego nie chciał mnie poznać? Moja mama mówiła mi, że widziałem go tylko raz w życiu. Byłem zbyt młody, by zdawać sobie sprawę z jego obecności. Moczyłem pieluchy dopiero od kilku miesięcy, kiedy spotkaliśmy się w sądzie po raz pierwszy i ostatni. Uznał mnie, choć nie chciał mnie znać. Ale przynajmniej płacił. Podobno. Przez jakiś czas. Nie winię go za to. Chciałbym go po prostu znać, nie tylko na zdjęciu przytwierdzonym do nagrobka na wiejskim cmentarzu, lecz naprawdę. Usiąść przy stole w knajpie, jak dwaj prawdziwi mężczyźni, wypić kieliszek i porozmawiać. 
      Nie wiem, czy unikał mnie dlatego, że byłem innego sortu – czasem wydaje mi się, że szczególnie szlachetnego, czasem szczególnie parszywego – czy dlatego, że miał zbyt wiele innych dzieci. Człowiek na jego stanowisku nie ma czasu na takie drobiazgi jak spędzanie czasu z biednymi dziećmi. Nie wiem już, jakie stanowisko zajmował. Czy był prezydentem kraju, pierwszym komunistą wśród równych sobie komunistów i pierwszym partyzantem wśród innych partyzantów, czy tylko kierownikiem zakładu w Litostroju, pierwszym robotnikiem wśród równych sobie robotników w czasach, kiedy jeszcze wiedziano, co to jest samorządność. Teraz wiemy tylko, że jest to coś, czego od dawna nie ma, a więc nie jesteśmy już pewni, czy kiedykolwiek istniało, a my, biedni proletariusze, nie wiemy, czego się domagać, a tym bardziej, jak się organizować, żeby skopać tyłek kapitalistom. Za bardzo się boimy i co chwila ze stołu spada nam skrawek tłustej pieczeni, niektórym większy, innym mniejszy, więc o takich jak nasz dyrcio mamy odwagę mówić tylko w knajpie.
      Ach, po co zawracać sobie głowę walką klas. Wolałbym stać się przedsiębiorcą. Zacznę od stoiska na pchlim targu, skończę z siecią restauracji i zainwestuję w nieruchomości albo wygram na loterii. To nie ma znaczenia. Nie wiem jak, ale wiem, że się wzbogacę. Wtedy kupię ci mieszkanie i do tego jacht, żebyś wiedział, jak smakuje powietrze oceanu. A teraz postaw mi kawę i pożycz pięć euro, jeśli masz.
      Wspominałem ci już o moich dylematach. Poszukiwanie tożsamości, można by powiedzieć, podczas gdy w naszym świecie uczone umysły znajdują bardziej dosadne określenie dla tego zjawiska. Ale to nie ma znaczenia, jakich słów używamy. Ważne jest to, że to rozdwojenie czasami pali nieznośnie, jest tak ostre, że chciałbym się rzucić do leniwej rzeki. Jeszcze bardziej wolałbym w nią wrzucić krzesło, rower, telefon… Po co się mam topić, skoro fajnie jest żyć. Zwłaszcza jeśli masz euro w kieszeni i ludzie cię nie przepędzają. Ale zazwyczaj go nie mam. Pośrednik, od którego wynajmuje mnie pan Seljak, płaci mi minimalną stawkę, o zapłacie za nadgodziny mogę tylko pomarzyć, a czasami oskubie mnie z dodatku na posiłki i dojazd do pracy. Wiem, że zatrudnia mnie tylko dlatego, że otrzymuje dotację od państwa. Jeśli mam szczęście, dostaję subwencję, ale Pośrednik żąda w zamian procentu. Prawdą jest jednak, że nie jestem zbyt oszczędny. Zwłaszcza gdy zaprzątnie mnie pewna kwestia tożsamościowa z Salamanki. Wtedy cierpi na tym portfel. A mieszkańcy unikają mnie jeszcze bardziej niż zwykle.
      Teraz już coś o mnie wiesz, ciekawy ze mnie facet, co nie? Opowiem ci więcej, jeśli chcesz. Także o miłości. Włóczy się po mieście. Kiedy ją widzę, głosy w mojej głowie zaczynają śpiewać The Girl from Ipanema… Widuję ją, jak idzie po Nabrzeżu Petkovška z owczarkiem na smyczy. Jej chód to mieszanka erotyzmu, pewności siebie i czułości. Ten krok… Kiedy stawia jedną stopę daleko przed drugą, prostuje tułów, unosi głowę i rusza w stronę tajemnicy… Wtedy jej piersi opina obcisła koszulka, długie kasztanowe włosy unoszą się delikatnie, a ona nieruchomo wpatruje się w niewidzialny punkt w oddali. Jakże chciałbym wejść w tę tajemnicę.
      Przypomina mi o mojej wielkiej miłości. Nie chodzi o wygląd, ale o intymne światy, które przede mną otwiera. Ludzie z mojej kasty są przyzwyczajeni do samotności. Ale niektóre kobiety uważają, że kwestia tożsamości jest interesująca. I lubią to, bo jestem tygrysem w łóżku, kiedy latam ponad chmurami. Hiszpanko, o moja piękna Hiszpanko, kto mi powie, gdzie teraz wędrujesz. Wciąż czuję zapach jej nieskończenie długich falujących włosów, przed oczami pojawia się brązowawy odcień jej cery. Pojechaliśmy wspólnie do Salamanki – pracownicy socjalni i towarzysze mojej niedoli, aby wymienić się naszymi doświadczeniami. Oczywiście dzięki projektowi europejskiemu, ponieważ cała gospodarka opiera się na pieprzonych projektach. Europejskie lub krajowe urzędasy ogłaszają nabory, organizacje pozarządowe biją się o euro, a nas, głupców, uchodźców i biedaków potrzebują, żebyśmy podpisali kawałek papieru, aby „uzasadnić finansowanie”. W zamian coś robimy, a czasami gdzieś nas zabierają i pokazują jak Cyganie swoje tańczące niedźwiedzie, a nawet dają nam jakieś euro.
      Tego projektu nie żałuję. Zabrał mnie do Marii. I do Salamanki. Czasami nie wiem, czy bardziej kocham tę kobietę, czy to miasto. Gdy błądziłem w labiryncie uliczek, czułem się, jakby leki rozpływały się we mnie i budziłem się do życia. Nie żartuję. Unamuno powiedziałby ci to wszystko. Jak pięknie było, gdy stąpałem po kamieniu, po którym on stąpał. Ale nie zdradzę ci teraz wszystkiego. Musisz się najpierw zobowiązać, że nie odrzucisz mojej historii, jak to ludzie zwykle ze mną robią. Mam nadzieję, że razem zanurzymy się w przeszłość, abyśmy mogli wyruszyć w przyszłość i dowiedzieć się, kim naprawdę jestem.
      Dowiesz się wiele o naszych wspaniałych totalnych instytucjach. Czy słyszałeś kiedyś o Hrastovcu? A o moim towarzyszu Mii? Do szaleństwa doprowadzała go walka z biurokratami ze stali, lekami i murami instytucji. Jakże by inaczej. Wiesz, przez co przeszedł! Ja też wiele przeszedłem, ale jakoś się trzymam. Ja i Mijo jesteśmy weteranami. Przywracali nas do normalności jeszcze według starego systemu, metodami, których nie chcesz znać. Czy byłeś kiedyś w Rogu? Uwielbiam te odrapane mury starej fabryki, graffiti na ścianach i ludzi ze wszystkich stron świata, ale najbardziej darmowe obiady. Idź tam. Za wejściem na przestronnym dziedzińcu skręć ostro w prawo, a zobaczysz budynek, w którym mieści się centrum pomocy socjalnej. Poszukaj jego zdjęcia na ścianie. Zostało umieszczone w najbardziej widocznym miejscu.
      Wiem bardzo dużo. Nie tylko o moich własnych poczynaniach i poczynaniach moich towarzyszy. Wiem, że to jest najciekawsza część mnie, bo podglądactwo jest wokół nas. Ale moja wiedza na tym się nie kończy, wiem rzeczy, których nie muszę wiedzieć. Czytam. Podróżuję – metafizycznie i fizycznie. Obserwuję. Myślę. Słucham. Pamiętam. Nie odpoczywam. Chciałbym być historykiem lub geografem. Mógłbym być przewodnikiem turystycznym, znam ten kraj jak własną kieszeń. Nie wierzysz w to? Wyjrzyj przez okno, na północ, gdzie na szczytach jest jeszcze trochę śniegu. To zagłębienie między górami to przełęcz Kamnik, z Braną po lewej i Planjavą po prawej stronie. Mógłbym być dziennikarzem, na pewno lepszym niż większość pismaków z tego budynku. Jestem bardziej na bieżąco z wiadomościami niż oni. Co innego mogę robić w godzinach pracy niż czytać gazety? Czytam wszystko. Jest wiele rzeczy, które mógłbym robić. Ale co, jeśli będę budował, budował i budował, a potem zburzę to wszystko za jednym zamachem. Jakbym budował zamek z piasku, a potem potykał się o niego i go rozdeptywał.
      Zniszczyłem wiele zamków z piasku, ale inni też pomagali mi je burzyć. Gdyby ludzie nie tylko mnie słyszeli, ale i słuchali, moje szanse nie byłyby tak nikłe. Byłoby mi łatwiej, gdyby system był nieco inaczej skonfigurowany. Tak, żeby nie był stworzony dla większości, ale także dla nas, niechcianych. Wtedy byłoby lepiej dla wszystkich. Ale żeby coś takiego osiągnąć, trzeba odwrócić perspektywę i zadać sobie pytanie, dlaczego jedna rzeczywistość jest powszechnie uznawana za prawdziwą, a druga nie? Przecież obie są prawdziwe, czy raczej tylko jedna jest nieprawdziwa, a druga prawdziwa, czy jak? Dlaczego ciągle mam wrażenie, że nie jestem po właściwej stronie? To znaczy, chcę być, staram się być, ale nie potrafię. Zamek z piasku nigdy nie przetrwa.
      To dopiero początek, zobaczysz, moja historia jest filmowa. Kiedy świat się o tym dowie, dostanę telefon z Hollywood. Albo raczej od jakiegoś Larsa von Triera, żeby nakręcił kontynuację Idiotów. Cóż, nie jest tak źle, ale kto nie chce być idiotą? Gdzieś w głębi duszy. Szaleństwo jest najczystszą formą człowieka. Spytaj księcia Myszkina, jeśli mi nie wierzysz. Kiedy mną telepie, mówię sobie, że robię tylko to, co inni chcą robić, ale nie mają odwagi.
      Zdecyduj się. Szybko. Nie mamy za dużo czasu.

More by Joanna Borowy

Trzmieli Żleb, czyli co wydarzyło się we wsi Strmčnik podczas tygodniowego turnusu narciarskiego

Dzień zero       Znów niemal automatycznie skierował palce w stronę telefonu komórkowego, który położył obok talerza z zupą. Nie żeby spodziewał się czegoś ekscytującego na ekranie, po prostu nawyk był silniejszy… Wolał odinstalowywać aplikację randkową za każdym razem, gdy wracał do domu na kilka dni. I wciąż nie było dla niego całkiem jasne, czy robił to dla siebie i swojej rodziny – ponieważ nie chciał wprawiać ich w zakłopotanie – czy też czynił tak, aby uchronić się przed dyskomfortem innego rodzaju. Nie życzył sobie oglądać wśród użytkowników aplikacji śmiesznych przezwisk i żałosnych, ...
Translated from SL to PL by Joanna Borowy
Written in SL by Agata Tomažič

O rumakach i demonach

      Wczorajszy dzień pamiętam, jakby to było wczoraj. W Brukseli wsiadłem do pociągu do Hagi (a w zasadzie do dwóch pociągów, gdyż miałem przesiadkę) tylko po to, żeby zobaczyć jeden konkretny obraz.       Opętał mnie demon obsesyjnego pragnienia, więc po prostu musiałem pojechać.       Podróż odbiegała jednak znacznie od tego, jak ją sobie wyobrażałem – jako miłą, odprężającą wycieczkę do Holandii – co uświadomiłem sobie prawie natychmiast po opuszczeniu hotelu, zostawiając wszystko i wszystkich za sobą.       Na brukselskim Gare du Nord prawie wsiadłem do złego pociągu, ponieważ patrzyłem ...
Translated from SL to PL by Joanna Borowy
Written in SL by Mirt Komel

Dziennik

21 sierpnia Nazywam się Erik Tlomm, a to jest mój pamiętnik. Pisanie polecił mi psychiatra, być może w celu szybszego powrotu do zdrowia. Ale dla kogo mam właściwie pisać? Dla niego? Dla żony Linii? Chyba nie ośmieliłby się pokazać jej moich zapisków. Na moje wątpliwości odpowiedział: „Niech pan pisze dla siebie”. Kupiłem więc skórzany kajet i znalazłem się tutaj, przy biurku, pisząc pamiętnik dla siebie, i nie mogę pozbyć się dziwnego uczucia, że ​​piszę też dla kogoś innego – ale dla kogo? 22 sierpnia Chciałbym wyjaśnić swój pierwszy wpis do pamiętnika (komu? sobie? jemu? tobie?): przeżył...
Translated from SL to PL by Joanna Borowy
Written in SL by Mirt Komel

Kilka miesięcy później

12 sierpnia „Mohammad, bądź przy telefonie za pół godziny. Myślę, że go znalazłem!” Podnoszę się z łóżka, cały roztrzęsiony ubieram się jak najszybciej i wychodzę z hostelu. Szybko. Jakby miało znaczenie, że dotrę do domu pięć minut wcześniej lub później. Prawie zbiegam po zboczu w dół portu, gdzieś pomiędzy żydowską dzielnicą Hardara Carmel a niegdyś palestyńską Wadi Salib. Wciąż jednak słyszę piłę, tnącą najprawdopodobniej żelazo, oraz odgłosy kur i kogutów. Niezwykłe. Zapach wsi w środku miasta, które chce wymazać historię i być nowoczesne. Jakbym cofnął się do 1948 roku, kiedy z tego wzg...
Translated from SL to PL by Joanna Borowy
Written in SL by Andraž Rožman

Niebo dzielę z ptakami

Czasami naprawdę nie da się wytrzymać. Są tak głośne, że mnie budzą. Poza tym kłócą się o to, kto dostanie najsmaczniejszy kąsek, więc nie mogę spać. Wszystko słyszę, choć okna mają podwójną szybę i ramy są dobrze uszczelnione. Ten chce nasion dyni, tamten siemienia lnianego, co tak przyjemnie chrupie, najmłodsze zabiegają o pokruszony chleb, samiczki za żadne skarby nie spróbują kuli ze smalcu. Kto by pomyślał, że drozdy, rudziki, sikorki i dzwońce nie zamierzają pakować do swojego brzucha wszystkiego, co wpadnie im pod dziób. Mieszkańcy naszego parku są bardzo wybredni. No kto by pomyślał… w...
Translated from SL to PL by Joanna Borowy
Written in SL by Agata Tomažič
More in PL

Pandy z parku Ueno

Od kiedy urodziły mi się dzieci, a może od kiedy założyłam sobie konto w mediach społecznościowych lub wręcz od kiedy praca zmusiła mnie do tworzenia jasnych, chwytliwych komunikatów, w sumie raczej do odwoływania się do rzeczy znanych, niż do ich wymyślania, dzieliłam mój czas na ten prawdziwy, w którym mogłam wyrażać siebie prawdziwym językiem, i ten fałszywy, w którym zmuszona byłam posługiwać się określonymi kategoriami, rejestrami lub kalkować różne zachowania. Czytałam powieści o nieustępliwych, zdeterminowanych ludziach, którzy wstają o czwartej rano, biorą lodowaty prysznic, a o szóst...
Translated from IT to PL by Mateusz Kłodecki
Written in IT by Arianna Giorgia Bonazzi

Spotkanie po latach

Gotowe. Zabrałem bagaż, garnitur w pokrowcu, łyżkę do butów i oddałem klucz. Do domu mam sześć godzin jazdy samochodem, ale droga powrotna trwa krócej. Opuszczam szybę i z głową wystawioną przez okno przemierzam coraz szybciej główny bulwar miasta. Ostudzone przez wieczór i prędkość powietrze smaga mi policzki, przywodząc na myśl szorstkość gąbki do demakijażu. Mam wrażliwą cerę i nie znoszę zabiegów, którym są poddawani prezenterzy wiadomości, by nie wyglądali na ekranie jak księżyc w pełni – aplikuje się im na twarz warstwę pudru, która jest później zeskrobywana tymi kosmatymi gąbkami. Kiedy...
Translated from RO to PL by Olga Bartosiewicz-Nikolaev
Written in RO by Alexandru Potcoavă

PISK

Dwudziesty ósmy listopada 2020 roku, miesiąc po tym, jak upolityczniony Trybunał Konstytucyjny zdelegalizował aborcję w Polsce. Magda Dropek, jedna z organizatorek protestów kobiet w Krakowie, napisała na Facebooku: Przez kilka lat wspierania działań ulicznych jednego byłam pewna: nie potrafię krzyczeć, skandować, jestem zbyt chaotyczna, by sprawnie i logicznie mówić, dlatego dobrze czułam się zawsze w przelewaniu myśli, ale na papier/ekran, pisaniu, komunikacji bez głosu. No i mój głos, nie cierpię swojego głosu. W ostatnich tygodniach krzyczę jak nigdy, z trzewi, ze środka, z przepony, se...
Written in PL by Aleksandra Lipczak

wypychanie ciała

Pod naszą skórą mieszczą się całe światy. O ile można wierzyć ilustracjom. Czasem nie wiem tego na pewno. Chwytam się za obojczyk. Zaczyna wystawać, kiedy podniesie się ramiona. Często tak robię. Obojczyk jest kością solidną, ale cienką. Mogłabym go złamać. Może nie gołymi rękami, ale gdybym uderzyła w niego czymś ciężkim, na przykład tą masywną kamienną figurką, to na pewno. Nie potrzeba wiele, żeby się rozpaść. Wystarczy raz się zakrztusić i po wszystkim. Co się dzieje z okruszkami, które poleciały do nie tej dziurki? Nie widzę niczego, co znajduje się za migdałkami, dyndającymi głęboko w mo...
Translated from NL to PL by Olga Niziołek
Written in NL by Nikki Dekker

Jutro

Carlota leżała na wznak, przyjemnie otulona miękką pościelą, ze wzrokiem wbitym w niewidzialny punkt na suficie. Próbowała uspokoić oddech przyspieszony złym snem, z którego właśnie się wybudziła. Nie pamiętała już, co tak naprawdę jej się przyśniło, ale zostało jej wspomnienie rozpaczliwego poczucia, które zmusiło ją do powrotu na jawę. Odkąd się przebudziła, starała się na wszelkie sposoby, jakie mogła sobie przypomnieć, spowolnić rytm pracy serca – jak dotąd bezskutecznie. Zrezygnowała, zsunęła z siebie narzutę i wstała z łóżka, czemu towarzyszyło niezadowolone miauknięcie Matiasa, rudego p...
Translated from PT to PL by Gabriel Borowski
Written in PT by Patrícia Patriarca

17, 18

17 22.12.2014. Diario de Vida W widmowej naturze Plaça d'Espanya zawierała się wspaniałość minionej cywilizacji, po której dzisiaj nie było już śladu. Na co potędze kolonialnej taki wielki plac, podzielony na części odpowiadające poszczególnym hiszpańskim prowincjom, na co mu ta arena dawnej świetności? Karety krążyły wokół fontanny, proponując turystom tanią zabawę w arystokrację. Przynajmniej nie było tu segwayów. Jeden z koni wykorzystał nieuwagę woźnicy, wyswobodził się z zaprzęgu i galopem popędził ku wolności. Zostawił za sobą skonsternowanych ludzi, dźwięk migawek aparatów próbujących...
Translated from SR to PL by Aleksandra Wojtaszek
Written in SR by Marija Pavlović